Jesień coraz śmielej rozgaszcza się w ogrodzie...
Jesteśmy już prawie w połowie września. Nawet nie wiadomo kiedy, a jesień zaczyna coraz bardziej rozgaszczać się w ogrodzie. Każdego dnia, spacerując między rabatami, widzę tu i ówdzie jej kolejne oznaki.
Przebarwiające się liście, coraz więcej ozdobnych owoców zamiast kwiatów, a obok nich te jadalne. Dynie, kabaczki, maliny... Wrzesień pokazuje, że lato jeszcze się nie skończyło, ale jesień już jest coraz bliżej.
Pigwy zaczynają nabierać koloru i już czekam na ich owoce. Na dereniowych krzewach pojawiają się piękne korale, dzikie róże mają swoje czerwone owoce, a chmielu jak zwykle jest wszędzie pełno. 😉
Zwiastunem jesieni są u nas nawet... kaliny. I choć może wydawać się to trochę dziwne, bo przecież kaliny kojarzymy bardziej z inną porą roku, u mnie właśnie teraz potrafią zakwitnąć. Taki mały ogrodowy paradoks.
Wrzesień to u mnie zdecydowanie miesiąc traw.
Choć ostatnimi laty zauważam, że moje trawy zaczynają kwitnąć coraz później. Te, na które czekam najbardziej, oczywiście zakwitają najpóźniej. I czasem wystarczy, że pojawią się pierwsze przymrozki i... koniec. Już nie zdążą pokazać swoich kwiatostanów.
Za to źdźbła i liście zaczynają się przebarwiać i również wtedy trawy mają swój urok.
Niestety w tym roku mam też małe trawowe rozczarowanie.
Wszystkie moje rozplenice japońskie zastrajkowały.
Żadna nie kwitnie i wygląda na to, że w tym roku już nie zakwitnie. Myślałam nawet, żeby je wszystkie poprzesadzać, ale... no właśnie. Tylko gdzie?
Na razie zostają więc tam, gdzie są. Zobaczymy, co pokażą w przyszłym roku. Jeśli znowu nie będzie kwitnienia, wtedy będziemy działać. Póki nie są jeszcze potężnymi karpami, można je będzie przesadzić. Choć z jedną będzie już chyba potrzebna pomoc męża, bo ta zdecydowanie postanowiła osiągnąć rozmiary nie do ruszenia przeze mnie. 😄
A ogród mimo wszystko nadal kwitnie.
Wciąż są dalie, kwiaty jednoroczne, warzywniak jeszcze całkiem letni. Jest mnóstwo kolorów i roślin, które właśnie teraz pokazują, że wrzesień wcale nie musi być końcem kwitnącego ogrodu.
Floksy, kosmosy, nasturcje, kocimiętki, przetaczniki, cynie, jeżówki... No i oczywiście moje ukochane hibiskusy krzewiaste.
To zdecydowanie moja topowa roślina na wrześniową i październikową rabatę!
Trochę zmian na rabatach już poczyniłam. Tu coś poprzesadzałam, tam coś dosadziłam, pojawiło się też kilka nowych bylin. Od kilku lat marzyły mi się ciemierniki i w końcu je mam.
Na wysadzenie do gruntu czekają jeszcze drzewa, które od kilku lat rosną w donicach. Ich korzenie już zdecydowanie chcą do ziemi. I chyba najwyższa pora im na to pozwolić.
Pogoda też zaczęła grać swój jesienny rytm.
Od niedzielnego południa pada. Raz mrzawi, raz pada trochę mocniej. Od poniedziałku jest za to cicho i spokojnie. Buro, nostalgicznie, a jednocześnie jakoś tak magicznie.
I wiecie co?
Ja lubię taki czas.
Taki spokojny rytm, kiedy nic nie trzeba robić na szybko. Kiedy deszcz sam podlewa rabaty, ogród i las, a człowiek może trochę zwolnić. Szczególnie w poniedziałek, kiedy zaczyna się kolejny tydzień.
A skoro ogród dostał swoją porcję wody, to może teraz przyjdzie czas na kolejne prace.
Jeżeli pogoda dopisze, w planach na ten tydzień jest przede wszystkim skoszona trawa. Jest jej naprawdę sporo.
Najpierw trzeba będzie ogarnąć trochę chwaściorów, poprzycinać to i owo, a później możemy ściółkować rabaty.
I bardzo się z tej trawy cieszę.
W moim ogrodzie nic się nie marnuje. Trawa będzie kolejną warstwą ściółki. Z czasem będzie się rozkładać, wzbogacając glebę w materię organiczną, a jednocześnie stworzy ochronną warstwę na rabatach.
Szczególnie docenię ją zimą, podczas mrozów bez śniegu.
Bo właśnie takie zabezpieczenie roślin lubię najbardziej – proste, naturalne i z tego, co już mamy.
Poza tym jeszcze trochę przesadzania, a wielkimi krokami zbliża się również czas na porządki w warzywniaku. Ale na razie jeszcze nie wszystko chce odchodzić.
I bardzo dobrze.
Niech sobie rośnie.
A tymczasem...
Zobaczcie sami, jak wygląda mój ogród we wrześniu.
Jeszcze trochę letni, już trochę jesienny. Pełen kwiatów, owoców, traw i warzyw. Z pierwszymi przebarwieniami liści i coraz większą ilością jesiennych oznak.
A kiedy pogoda nie pozwala na ogród, przenosimy się do kuchni.
Na dzisiaj w planach zupa dyniowa. 🎃
A później oczywiście... słoiki.
Tym razem z grzybkami.
Na niedzielnym spacerze po naszych okolicznych lasach nazbieraliśmy ich trochę. Część już zjedliśmy, część się suszy. W domu pięknie pachnie suszonymi grzybami.
A nadmiar?
Oczywiście wyląduje w słoikach, w occie. Bardzo lubimy takie grzybki i zimą zawsze dobrze mieć kilka słoików własnych zapasów.
I tak właśnie zaczyna się kolejny wrześniowy tydzień.
Spokojnie. Bez pośpiechu. Trochę ogród, trochę las, trochę kuchnia.
Życzę Wam pięknego tygodnia, dużo spokoju i oczywiście zdrówka. ❤️
Słychać tu i ówdzie o różnych wirusach, więc dbajcie o siebie i wspomagajcie swoją odporność.
A jeśli macie ochotę na trochę lasu i ogrodowego spokoju, zapraszam również na mój kanał YouTube i na leśne spacery.
Bo jak to się kiedyś mówiło:
Godzina w lesie – tydzień odporności. 🌲
Zapraszam na spacer i do zobaczenia w przyszłym tygodniu.
Pa!
Agata



















































































